baofeng

Gazeta i artykuł o baofengu

Niektórzy ludzie mawiają: „mądrze wybierz pracę, a nie przepracujesz nawet jednego dnia”. Zgadzam się z tym w stu procentach. Udała mi się trudna sztuka wyboru pracy, i obecnie jako zapalony wędkarz mogę spełniać się zawodowo jako redaktor w czasopiśmie wędkarskim.

Baofeng i wgryzanie się w temat

baofengNa początku nie szło mi jakoś szczególnie dobrze – okazało się, że wciąż są rzeczy których w swojej branży nie wiem, ale uczyłem się ich z radością. W końcu kto z chęcią nie pogłębiałby swojego hobby? Do tego nieźle mi za to płacili. Nie sądziłem nawet, że tak wiele ludzi czyta tego typu gazetki. Oczywiście widziałem je w każdym sklepie i w każdym kiosku, ale mimo to myślałem, że raczej przysyłają po jednym egzemplarzu dla tego jednego zapaleńca, który kupuje to zawsze tego samego dnia w którym jest dostawa, byle tylko mu nie wykupili. Okazuje się, że cała masa ludzi, nawet tych, którzy niekoniecznie jeżdżą łowić ryby, czyta to i sprawia im to przyjemność. Z początku dostawałem raczej proste tematy do opisania – w końcu wiedziałem co to jest echosonda wędkarska i nie miałem żadnych problemów z prawidłowym jej użytkowaniem, ale jeśli chodzi o najnowszy baofeng to musiałem już nieco bardziej wgryźć się w temat nim zacząłem pisać. No bo o tym, jak działa silnik elektryczny do łodzi to w ogóle nie miałem pojęcia, więc zostawiłem to nieco bardziej obeznanemu w temacie koledze. Jednakże nie mogłem tego robić z każdym tematem o którym nie miałem pojęcia. Z czasem jednak w miarę nauki dowiadywałem się o tym wszystkim coraz więcej, i koniec końców nie miałem z tym już żadnych problemów.

Wszystko szło mi gładko i z łatwością opisywałem każde, nawet najbardziej złożone i skomplikowane tematy. Po trzech latach dostałem awans na stanowisko redaktora naczelnego. To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu.